Naprawa miski olejowej

Podczas podróży do Meksyku w 2003 r. również odwiedziliśmy Strefa Silencio - bardzo interesujący obszar pustyni. W tej okolicy w poszukiwaniu roślin spędziliśmy cały dzień, tak że na koniec dnia byliśmy dalej w tym regionie i rozbiliśmy obóz. Ale rano obudziło nas bębnienie o namiot - to zaczął padać deszcz. Szybko wstaliśmy, spakowali się i wyszliśmy bez śniadania, aby szybko dostać się na pewną drogę. Była pewna, ale bardzo kamienista, po jakiejś godzinie jazdy na desce rozdzielczej zaświeciła się czerwona lampka - symbol smarowania. Podejrzewaliśmy coś niedobrego, rzeczywistość była surowa, od przebitej miski olejowej biegła czarna linia rozlanego oleju. Mżawka, ogólnie zimno, bez środków do naprawy, cywilizacji nie widać.

Po godzinie oczekiwania, kiedy się łudziliśmy że może tą drogą pojedzie samochód, zdecydowaliśmy się szukać pomocy w pobliskiej miejscowości. Podróż na piechotę trwało około 2 godziny ale po mokrej pustyni to było jak chodzenie po lodzie. Mimo że deszcz nie był mocny, po pewnym czasie zamienił pustynię w jezioro. Gliniasty piasek zamulił stałą powierzchnię i woda zalega na powierzchni ziemi. Glina lepi się mocno do butów a śliska maź mokrego błota zalega kilku milimetrową warstwą na suchym podkładzie z twardej gliny.

W wiosce nie możemy jednak kupić oleju ale przekonaliśmy jednego mieszkańca żeby odwiózł nas do następnej wsi gdzie był sklep. Jazda była straszna, jedziemy dużym – pikapem z napędem na tylne koła przy przejażdzaniu wąwozów zaczął się ślizgać. Kierowca był przygotowany na taką ewentualność, wyjął łańcuchy, zakładamy je na koła i jedziemy dalej pokonując trudności. Miejscami, musieliśmy pchać auto, byliśmy od stóp do głów ochlapani błotem - fartuchów za kołami tam nie znają. Po karkołomnej jeździe w końcu przybyliśmy do sklepu. Kupiliśmy olej, oraz błyskawiczny klej i rozpoczęła się podróż powrotna. Z pomocą miejscowych naprawiliśmy prowizorycznie miskę olejową, wlaliśmy olej i pojechali dalej. Naprawa nie była dobra, olej wolno ale dalej wyciekał, silnik się przegrzewał. Jechaliśmy odcinkami cały wieczór i noc. Troche jazdy i trzeba się zatrzymać, pod miską olejową do petów-butelek zbieraliśmy wyciekający olej, drzemanie po godzinie w fotelach samochodu. Wlewamy zebrany wyciekający w czasie postoju olej do butelek z powrotem do silnika i jedziemy dalej - jeśli na to pozwala temperatura silnika.

Nad ranem dobrze zmęczeni zobaczyliśmy między górami na horyzoncie miasteczko. Przed południem udało nam się dotrzeć do miasta o osobliwej nazwie Esmeralda. Znaleźliśmy serwis gdzie w krótkim czasie samochód został naprawiony za niewielkie pieniądze. Wlazłem pod samochód sprawdzić jak została wykonana naprawa. Dziura została załatana kawałkiem ocynkowanej blachy. Studzę entuzjazm kolegów – tak naprawionym samochodem możemy jeździć po drogach asfaltowych, ale nie po drogach terenowych. Tymczasem my, kupiliśmy olej na wymianę, dwuskładnikowy klej i oczywiście wróciliśmy na drogi terenowe. Na drugim postoju podczas kontroli miski olejowej okazało się, że olej kapie z powrotem. Na każdym postoju dajemy pod miskę butelkę na zbieranie oleju. Zebrany olej wlewamy do silnika, jak jest go zbyt mało uzupełniamy z zapasu i tak jeździmy przez kolejne 3 dni.

Jechaliśmy przez pustynię, gdzie rosły niskie krzaki, prawdopodobnie jeden z nich oderwał przymocowaną blachę, znowu stoimy z silnikiem bez oleju. Mieliśmy części: olej i klej, dlatego postanowiliśmy że teraz naprawę wykonamy samodzielnie. Problemem był otwór do którego można włożyć palec i z którego stale wykapywał pozostały olej. Dlatego nie można było uszkodzonego obszaru dokładnie odtłuścić i skleić. Dziura była w najniższy punkcie miski olejowej. Strugamy scyzorykiem z kawałka drewna „szpunt-korek” którym możemy uszczelnić dziurę. Rozwiązaliśmy też problem wykapywania oleju, najechaliśmy samochodem na zbocze a podnośnikiem podnieśliśmy jeszcze mocniej jedną stronę. Dziura już nie była w najniższym punkcie i wykapywanie oleju ustało. Nożem oskrobali okolice dziury i „lekarską” metodą odłuścili i wydezynfekowali miejsce klejenia. Wbiliśmy do dziury przygotowany drewniany "szpunt" i zamazaliśmy dwuskładnikowym klejem. Przyjaciel z podszewki kieszeni bojówki wyciął kwadrat materiału zanurzamy w kleju i przykładamy w miejsce naprawiane. Nakładamy resztę kleju i dokładnie rozsmarowujemy.

Na 2 godziny poszliśmy spenetrować otaczający teren – czas potrzebny aby klej całkowicie stwardniał. Po powrocie wlewamy olej do silnika i kontynuujemy podróż.

Z tak naprawioną miską olejową, podróżowaliśmy po lokalnych terenowych drogach kolejne 14 dni. Naprawione miejsce jest tak dokładnie uszczelnione, że do końca wyprawy nie ma wycieku oleju.

Paradoksalnie, następna wyprawa, i po raz kolejny udaje się nam uszkodzić miskę olejową, ale na taką awarię byliśmy już przygotowani, mieliśmy „sprzęt”, wiedzieliśmy jak to zrobić, więc udało się naprawić błyskawicznie.

 

  • Fotografia 1
  • Fotografia 2

 

← Wróć do widoku Notatki z podróży