Pijani meksykanie

Na moim drugim wyjeździe do Meksyku w 1996 r., podróżowaliśmy dwójkami.

Wypożyczony samochód (Volkswagen Vento) był dość przestronny, a jak jeszcze u znajomego ze stolicy Meksyku zdemontowalem tylne siedzenia, to razem z bagażnikiem powstała komfortową przestrzeń, która używamy w ciągu miesiąca do nocowania. Przywieziony namiot służył jako poduszka.

Późnym popołudniem byliśmy na stanowisku Gymnocactus subterraneus i wracaliśmy do miasta Aramberri. Po drodze wyszukaliśmy w buszu miejsce, aby spędzić noc. Mój towarzysz miał ze sobą małą kuchenkę benzynową (pamiątka dziadka z niemieckiej wojny), na niej przygotowywaliśmy gorące kolacje. Po jedzeniu spakowaliśmy rzeczy do auta i położyli się spać. Benzynę do kuchenki przechowywaliśmy w butelce PET, a że dość śmierdziało, więc na noc zostawialiśmy ją pod kołem samochodu. Około północy, kiedy byliśmy w głębokim śnie obudził nas hałas obok samochodu. Jak się rozbudziliśmy to zobaczyliśmy, że koła auta krąży 6 – 7 meksykanów na koniach i głośno rozmawiają. Kiedy uchyliliśmy okienko chcieliśmy się dowiedzieć o co chodzi, okazało się, że są bardzo pijani. Jest problem porozumieć się z trzeźwym Meksykanem, a jeszcze trudniej z pijanym. Miny mieli nieprzyjazne. Jesteśmy gdzieś zapraszani, ale w ciemności nie chcemy kusić losu, więc wolimy pozostać w samochodzie i czekać ,czy w końcu nie odjadą. Ich agresja wzrastała, umówiliśmy się aby uciekać. Mój kolega próbował przez okno tłumaczyć a ja wdrapałem się na fotel za kierownicą. Mam włączony bieg, wystartowałem i natychmiast odjechaliśmy. Po chwili za nami wybuchła kula ognia. Mocno się wystraszyliśmy. Dopiero później zdaliśmy sobie sprawę, co się stało. Tak więc, przechowywaliśmy benzynę w butelce pod kołem, którą podczas ucieczki rozjechaliśmy a któryś z indian chyba rzucił niedopałek papierosa i tym sposobem zapaliła się rozlana benzyna. Byliśmy mocno wystraszeni, ale indianie byli na pewno w jeszcze większym szoku, dlatego nas nie ścigali.

Po około 20-km jazdy wróciliśmy do buszu, aby dalej spać. Wrażeń jednak było zbyt dużo, w półśnie doczekaliśmy poranka.

← Wróć do widoku Notatki z podróży